Warning: Declaration of ytVideo::getThumb() should be compatible with Video::getThumb($id = false) in /home/italweb/domains/sla-w.com/public_html/yashunka/plugins/system/videobox/adapters/ytvideo.php on line 15
Blog Yashki

Trzeba przyznać, że pojętne z niej dziewczę... Na szczęście nauczono ją reagować na zakaz. W tym momencie, ale to już jest coś. W mig zrozumiała co to smakołyki, że warto przyjść jak wołają, że ludzie pachną smakowicie i tylko od nich zależy, czy uznają, że się na smakołyk zasłużyło. Reaguje już na wołanie, jakby na imię, oczywiście, z pewnością rozumie, że Yasha znaczy chodź tutaj, to dostaniesz coś dobrego. Ale o to chodzi.

Na spacerze nowa ścieżka to dalej włażenie co moment w zarośla ale raz poznana ścieżka już służy do tego, żeby po niej iść. W jednym miejscu ścieżka zawalona jest ściętymi gałęziami, idąc do lasu szukałyśmy najlepszego sposobu żeby tamtędy przejść. Wracając Yashka prowadziła mnie dokładnie swoim śladem sprzed godziny.

No tak, spokojna, duża suka! Ani spokojna, ani duża! Żywe sreberko, nie do zmęczenia. Po spacerze chętna do szaleństw. Uwielbia się bawić, szczególnie sznurkową zabawką, plastikową butelką. Zachęca do zabawy, poszczekuje, delikatnie łapie ząbkami. Pieścić, głaskać do upadłego, to tak.

Przychodzenie na wołanie to nie jej bajka. Żeby nie utrwalać wspaniałej zabawy w chowanego w ruch idą smakołyczki o różnym stopniu atrakcyjności, również na spacerze na lince. Żeby wyjść na spacer nie wypuszczamy jej na razie przed dom, ale zapinamy już w domu, bo inaczej trudną ją złapać. Na spacerze za wyjście z krzaków, za powrót do nogi - smakołyk. Również za kupę na spacerze... No bo, niestety, dwa razy już zdarzyła się kupa, i to wcale nie dlatego, że się nie dało inaczej... Pierwsze piętro w domu okazało się najdalszym miejscem od nory... Dlatego na razie na piętro tylko pod kontrolą.

I jeszcze jedno, co mnie martwi: wczoraj przy Maćku usiłowała przeleźć pod furtką. Musiałaby mieć wymiary kota, żeby to się udało, ale sam fakt, że próbowała nas martwi. Widać, że wie o co chodzi, a skoro tak, to będzie próbować. Na razie jesteśmy na etapie modernizacji ogrodzenia między tyłem domu i przodem, dlatego do zalożenia pośredniego ogrodzenia wyprowadzana musi być pod pełną kontrolą, ale kiedy już będzie ogrodzenie wewnętrzne, chcielibyśmy bardzo móc otworzyć drzwi, żeby sobie wchodziła i wychodziła. Ale jeśli będzie kombinować to będę się bała... Jest podmurówka, jest siatka, ale ja już w nic nie wierzę...

Nie jest źle! W nocy było cichutko, rano wstałam o wpół do ósmej, była cisza, zeszłam, bez skoków i żywiołowego powitania, ale kiedy mnie zobaczyła, wtuliła się i dała długo przytulać. Udało się zrobić i wypić kawę, choć chodziła tam i z powrotem, nie było tragedii. No i nareszcie spacer po lesie... Gdyby nie to, że właziła we wszystkie możliwe zarośla, byłoby super. Musiała spenetrować wszystko. Mam wrażenie, jakby nie znała takiego otoczenia, wszystko było nowe, ciekawe, pachnące, wszystko trzeba było sprawdzić. Chciała pogonić ptaki, innych zwierzaków na razie nie było, choć wyraźnie, zapach był. Półtoragodzinny spacer wcale jej nie zmęczył, po powrocie do domu miała dość siły na szaleństwa z Maćkiem i sznurkiem.

Wczoraj delikatnym warczeniem dawała znaki przy głaskaniu, kiedy dotykało się miejsc zastrzeżonych, dziś wyraźnie jest bardziej ufna. Miałam nadzieję, że będzie bardziej żarłoczna, na razie jest z tym tak sobie. Reaguje dobrze na zakaz, ale gorzej z przychodzeniem na wołanie - kiedy biega przed domem, przywołanie jej zamienia się w wyścigi. To jest nasze zadanie domowe na najbliższy czas.

Dziś wielki dzień - Yashunka przyjechała do nas! Przywiozła ją znów nieoceniona Gosia, dzięki czemu mała nie przeżyla dodatkowego stresu, bo ogromnie ucieszyła się głównie widząc znajome już psy. Wyszalały się na naszej działce, później poszliśmy do lasu na krótki spacer no i zostaliśmy razem. Będzie sporo pracy, żeby nauczyć ją przede wszystkim przychodzenia na wołanie, bo kiedy chce brykać, nie daje się za nic złapać. Widzę miłą, drobną sunieczkę, która w głowie ma: zrobię to co będę chciała. Reaguje na zakaz, to tak, ale gorzej z przyjściem na polecenie. Musimy ją strzec jak oka w głowie, bo w tej chwili gdyby nam zwiała, to nie ma szans, żeby ją złapać.

Jest ostrożna w kontaktach z ludźmi, daje się pieścić, ale delikatnie, na gwałtowniejsze ruchy odskakuje a czasem cichutko barmocze, trudno to nawet nazwać warczeniem, takie mruczenie. Oj, potrzebujemy czasu, żeby wypracować to co potrzebujemy, żeby się wzajemnie odnaleźć...

Dobra dusza, Gosia, przewiozła Yashunkę ze schroniska, bo groziło jej tam, że wydana zostanie do pseudohodowli, do psiego hoteliku pod Łowiczem. Tu sunia została zaszczepiona, wysterylizowana, zachipowana no i nieco odkarmiona. Poniżej zdjęcia, zrobione podczas przystanku w drodze do hoteliku, na zdjęciach Yashka z psami Gosi, z z którymi natychmiast znalazła wspaniały kontakt.

Kiedy odchodzi pies, potrzeba dużo czasu, żeby dało się myśleć o następnym. Potrzeba czasu... Ale bywa i tak, że pies nie ma czasu. Pies potrzebuje domu i nie może czekać, aż dom będzie dostatecznie gotowy... I wtedy nie można pozwolić sobie na komfort czekania, aż przyjdzie właściwy czas...

Tak bardzo niedawno pożegnaliśmy Woolika, jeszcze wszystko w domu nam go przypomina. A tu pojawia się wiadomość, że jest taka psinka, która szuka domu. Spędziła miesiąc w schronisku, parę tygodni w psim hoteliku. Nie można czekać, decyzję trzeba podjąć już...

Poniżej pierwsze zdjęcia Yashki, zrobione w schronisku

Joomla Template - by Joomlage.com