Trzeba przyznać, że pojętne z niej dziewczę... Na szczęście nauczono ją reagować na zakaz. W tym momencie, ale to już jest coś. W mig zrozumiała co to smakołyki, że warto przyjść jak wołają, że ludzie pachną smakowicie i tylko od nich zależy, czy uznają, że się na smakołyk zasłużyło. Reaguje już na wołanie, jakby na imię, oczywiście, z pewnością rozumie, że Yasha znaczy chodź tutaj, to dostaniesz coś dobrego. Ale o to chodzi.

Na spacerze nowa ścieżka to dalej włażenie co moment w zarośla ale raz poznana ścieżka już służy do tego, żeby po niej iść. W jednym miejscu ścieżka zawalona jest ściętymi gałęziami, idąc do lasu szukałyśmy najlepszego sposobu żeby tamtędy przejść. Wracając Yashka prowadziła mnie dokładnie swoim śladem sprzed godziny.

Na podwórku najciekawsze są kury za siatką, zaglądanie w kąty. Mimo, że dalej trwają prace nad wewnętrznym ogrodzeniem, które oddziela teren przed domem (sąsiadujący z ulicą) od terenu za domem (gdzie będzie bezpiecznie dla psa), będąc na zewnątrz - pod naszym czujnym okiem - głównie trzyma się tej bezpieczniejszej części za domem.

W zabawie bardzo łatwo się nakręca, zaczyna szaleć, a w szaleństwie bawi się w agresję - łapie za stopę albo skacze na człowieka i łapie za rękę. Jest to niewątpliwie taka zabawa, ale nie możemy na to pozwolić, dlatego natychmiast w takiej sytuacji przerywamy zabawę. Pierwszy raz w taki sposób zaatakowana przez nią nieco się poczułam nieswojo - stałam nieruchoo a ona skakała na mnie, jak pies obronny na ofiarę. Zbyt byłam zaskoczona żeby od razu właściwie zareagować. Wystarczy jednak stanowcze NIE! i przestaje.

Komiczna byla sytuacja, kiedy przyjechała reszta rodziny poznać Yashkę, i były kiełbaski na grillu. Robiła wszystko, żeby zasłużyć na kiełbasę, choć nie daliśmy jej żadnej nadziei. Pilnowała stołu, nie dała się namówić na zabawę, nie odeszła kilka kroków dalej, no bo kiełbasa...

Bawi się ulubionym sznurkiem z piłeczką (prezent od Gosi!), ale też lata za własnym ogonem i - co jest komiczne - za własną łapą, trzymaną w pysku! Podoba mi się, że zostawiona sama wycisza się natychmiast i spokojnie leży, nie placze, nie drapie, nie robi scen. Śpi spokojnie całą noc. Jedno co nie jest fajne, to kupy w domu. Jak przewidywałam, po zamknięciu wstępu na piętro następnym miejscem na toaletę stało się półpiętro... Raz ją tam złapałam na gorącym uczynku, nawrzeszczałam, ale rano znów były tam kupy, tym bardziej, że chyba coś jej zaszkodziło - może przesadziliśmy ze smakołykami. A więc zastawiamy teraz schody, mam nadzieję, że nie znajdzie sobie toalety na parterze...

Joomla Template - by Joomlage.com