No tak, spokojna, duża suka! Ani spokojna, ani duża! Żywe sreberko, nie do zmęczenia. Po spacerze chętna do szaleństw. Uwielbia się bawić, szczególnie sznurkową zabawką, plastikową butelką. Zachęca do zabawy, poszczekuje, delikatnie łapie ząbkami. Pieścić, głaskać do upadłego, to tak.

Przychodzenie na wołanie to nie jej bajka. Żeby nie utrwalać wspaniałej zabawy w chowanego w ruch idą smakołyczki o różnym stopniu atrakcyjności, również na spacerze na lince. Żeby wyjść na spacer nie wypuszczamy jej na razie przed dom, ale zapinamy już w domu, bo inaczej trudną ją złapać. Na spacerze za wyjście z krzaków, za powrót do nogi - smakołyk. Również za kupę na spacerze... No bo, niestety, dwa razy już zdarzyła się kupa, i to wcale nie dlatego, że się nie dało inaczej... Pierwsze piętro w domu okazało się najdalszym miejscem od nory... Dlatego na razie na piętro tylko pod kontrolą.

I jeszcze jedno, co mnie martwi: wczoraj przy Maćku usiłowała przeleźć pod furtką. Musiałaby mieć wymiary kota, żeby to się udało, ale sam fakt, że próbowała nas martwi. Widać, że wie o co chodzi, a skoro tak, to będzie próbować. Na razie jesteśmy na etapie modernizacji ogrodzenia między tyłem domu i przodem, dlatego do zalożenia pośredniego ogrodzenia wyprowadzana musi być pod pełną kontrolą, ale kiedy już będzie ogrodzenie wewnętrzne, chcielibyśmy bardzo móc otworzyć drzwi, żeby sobie wchodziła i wychodziła. Ale jeśli będzie kombinować to będę się bała... Jest podmurówka, jest siatka, ale ja już w nic nie wierzę...

Spacer do lasu pokazuje, jak ona się uczy: kiedy idziemy ścieżką, którą szła wczoraj, idzie lepiej, głównie po ścieżce, kiedy wybieram trasę nieznaną, znów co dwa kroki wchodzi w gąszcz, żeby spenetrować co tam jest. Zauważyła, że kiedy ściągam linkę, słychać charakterystyczny dźwięk i chyba reaguje na ten dźwięk jak na komendę - wracaj. Nie tak w 100 %, ale najczęściej w takiej sytuacji zatrzymuje się i zawraca.

W domu, kiedy zostaje sama (na dole), najpierw jest krótki cichy skowyt, potem cisza. Nie słychać żeby się bawiła sama, nie słychać chodzenia, jest cisza. Kiedy schodzimy, wita się dość spokojnie, przytula, i nie widać żadnych zniszczeń. Z tym, że nie ma dostępu do butów, łazienki, bielizny, bo skarpetki, majtki, kapcie i gąbki kradnie jak tylko może. Wczorajsza noc była na wszelki wypadek bardzo krótka, między 1 w nocy a wpół do ósmej, dzisiejsza była znacznie dłuższa, i znów bez problemu. Rano daje się przygotować kawę i wypić ją przed wyjściem, nie ma żadnych scen.

Joomla Template - by Joomlage.com