Dziś mija miesiąc odkąd poznaliśmy Yashkę, miesiąc odkąd do nas przyjechała. Miesiąc obwąchiwania się, smakowania, poznawania czym to pachnie... Miesiąc niemal całkowicie pozytywny. Hm, choć dziś mi to trudno powiedzieć tak szczerze i z ręką na sercu, bo właśie dziś rano, kiedy robiłam ćwiczenia rehabilitacyjne na moim materacyku, potwór wpadł do mojego pokoju, zachwycił się nową zabawą, w pół sekundy zrobił dziurę w materacyku, potem uwalił się na nim, twierdząc, że to jego łóżeczko. A kiedy usiłowałam ją zwalić z materaca, żeby dalej ćwiczyć, wstałam nagle i ciach - znów mam dyskopatię! A tak się cieszyłam, że wszystko tak ładnie mija i chodzi(ło) mi się coraz lepiej i dalej... Ale to są przyjemności posiadania potworów w domu...

Śpi toto właśnie za moim fotelem, udając niewiniątko... Poza dzisiejszym wybrykiem, którego skutki będę odczuwać pewnie co najmniej przez kilka dni, co jeszcze narozrabiała? Przede wszystkim kradzież wszystkiego co da się zjeść, z warzywami na parze na czele, ale były też kanapki, yogurt z musli, jabłko, brzoskwinia z pestką, żelki, kiełki z rzodkiewki!!!, a do tego kartka z książki z biblioteki, próba zjedzenia własnej książeczki zdrowia... Co jakiś czas kradnie jakieś skarpetki, majtki czy kapcie, ale (jak dotąd, tfu tfu) nie wyrządzając im krzywdy. Jeden raz wyrwała się na spacerze w pogoni za jakimś cariboo i nie wróciłaby, gdyby się nie zaplątała smyczą o krzaki. Wykopała parę dziur w ogrodzie. Zrobiła sporo kup w domu (ale to nie jej wina, tylko chyba jakiegoś pierwotniaka, z którym właśnie walczymy).

A na plus? Już nie ma ganiania żeby ją złapać, przychodzi chętnie na wołanie (na naszym terenie oczywiście, nigdzie poza nie ośmieliłabym się spróbować). Coraz fajniejsze spacery, coraz mniej wyrywania się, ciągnięcia (no chyba że są konie albo inne cariboo, ale to też już nie tak jak wcześniej). Nie ma już skakania z zębami jak do pozoranta, czasem zapomni i skoczy raz, ale natychmiast odskakuje i udaje, że to nie ona. Fajne, że nie usiłuje sforsować żadnej zapory, wystarczy coś (np. pudełko) postawić na schodach i już nie wejdzie wyżej. Śpi w łazience, nie protestuje, rano wychodzi bardzo zaspana, przeciągając się.

Yashka to: wtulas jakich mało - przytulić się, główkę wcisnąć pani między kolana i tak dawać się głaskać do woli. Wariatka - taniec z ogonem lub tylną łapą w pysku, cudowna zabawa z zabawkami - szczególnie tą zieloną piszczącą. Potrafi się długo bawić sama, choć najbardziej lubi oczywiście wspólne szaleństwa. Na dworze uwielbia biegać za rzuconym patykiem, piłką czy zabawką, na zabawkę skacze śmiesznie z góry. Jak się nakręci, zaczyna biegać w szalonym pędzie tam i z powrotem. Kiedy drzwi otwarte, wchodzi sobie i wychodzi, śpi na dworze, łazi sobie do kur i kładzie często pod choinką. Kiedy zimno i drzwi są zamknięte, kiedy ją chcemy wypuścić nie bardzo chce wyjść, wyraźnie nie podoba jej się bycie samej. Nie próbuje w żaden sposób wydostać się poza ogrodzenie.

Początkowo do nowych osob, przybyłych do naszego domu była w  pierwszym momencie nieufna, podkulała ogon, przytulała się do ziemi, teraz już jest wyraźnie pewniejsza. Na spacerze bardzo chętnie podchodzi do spotkanych osób, ale też do psów (również suk). Do tej pory ani raz nie było żadnego niefajnego spotkania (prócz sytuacji, kiedy z działki wypadły dwa psy i ją zaatakowały, wtedy położyła się z płaczem). Wszystko co biegnie, lata nakręca ją, chciałaby gonić - ptaki, koty, konie. Najbardziej nakręcają ją konie.

Myślę, że coraz bardziej jest nasza, że zaczyna się czuć u nas jak u siebie. Czasem wyje kiedy wychodzę, i cieszy się, kiedy wracam...

Joomla Template - by Joomlage.com