Chyba działają nasze próby rozwiązania problemów, odpukać... Yashka spała w łazience, odrobinkę drapała, ale bez tragedii, nie wyła, nie płakała. Rano kiedy zeszłam, była cisza i spokój. Zrobiłam sobie kawę, wypiłam, otworzyłam, przywitałyśmy się i poszłyśmy na spacer. W łazience było czyściutko. Na spacerze - po dłuższym czasie - jedna kupa. Pochwaliłam, nagrodziłam. Potem w łazience dostała jeść, pobyła jakieś 20 minut, troszkę drapała, ale tylko troszkę. Wypuściłam, poszłyśmy do ogrodu. W ogrodzie, po pewnym czasie znów kupa, pochwaliłam, nagrodziłam. Od wczoraj nie było kupy w domu... Uff? Mam nadzieję, że będzie można kiedyś z zamykania w łazience zrezygnować, ale to dopiero wtedy, kiedy brudzenie w domu stanie się zapomnianą przeszłością.

Druga metoda, na gryzienie - wuwuzela. Działa jakby pośrednio. Użyłam ze trzy razy, ale nie było to takie poważne atakowanie jak dwa dni temu. Może wystarczyło samo karcenie? Musimy wyeliminować używanie zębów w zabawie. Ona najwyraźniej bawi się tak, jak się bawią psy, może duże szczenięta, traktując nas jak psy, nie wiem czemu głównie mnie. Ale dziś tego nie robiła. Jak by wiedziała, że mam wuwuzelę...

Zaczyna się kopanie dołów, co robi głównie dla zabawy - szaleństwo w pewnym momencie przemienia się w kopactwo, taki wygłup. Albo biegając jak szalona łapie w biegu garść ziemi (ale nie w garść tylko do pysia) i niesie, lub kawałek darni. Ale widać, że doły będą. No, niestety, na to chyba jesteśmy skazani. Ale poza tym coraz spokojniej i bardziej bezproblemowo zachowuje się na dworze, myślę, że kiedy będzie gotowe ogrodzenie wewnętrzne, będzie mogla pod niewielką kontrolą wchodzić sobie i wychodzić z domu i być na dworze.

W lesie niemalże idealnie, myślałam że idealnie dopóki najpierw na horyzoncie nie pojawił się łaciaty kot, który pośrednio wyrwal mi rękę, a jeszcze się nie skończył zapach kota, kiedy zaobserwowaliśmy na ścieżce głębokie ślady kopyt - chyba to był łoś... Tropienie łosia to jest to, więc wyrywania ręki ciąg dalszy. Najbardziej mi się podobają próby schwytania ptaków w locie, to nic, że latają na wysokości czubka sosny... Nigdy nie mów nigdy!

Joomla Template - by Joomlage.com