Dziś po raz pierwszy wyszłysmy z domu nie na lince, tylko wypuściłam ją przed dom luźno (na terenie naszej działki oczywiście). I niespodzianka, nie trzeba już było łapać szalonej uciekinierki, żeby jej przypiąć linkę, pobiegla prosto do furti i poczekała na mnie, dając się bez problemu zapiąć! Ćwiczymy chodzenie poboczem, nie oszczekiwanie psów za siatką, nie ganianie po ulicy. Spacer po lesie robi się dużą przyjemnością, idziemy razem, a nie jak wcześniej, kiedy byłam dodatkiem do linki.

Na początku był zając, który wypadł z lasu ze 20 metrów przed nami i pobiegł naszą ścieżką. Było oczywiście, gonienie za zającem ale to był tylko moment. Za to później, kiedy doszliśmy do ścieżki, z której konie wychodzą na drogę (na której je widzieliśmy wczoraj) zrobiło się szaleństwo. Końskie ślady niosą w sobie coś, czemu trudno się oprzeć. Cały ten spory kawałek - ścieżka, a potem droga - to było ciągnięcie na maksa, szarpanie się, moje próby uspokojenia jej, zatrzymania, nie pozwolenia na takie zachowanie. Dopiero kiedy weszliśmy z drogi w las, uspokoiła się, wyraźnie zmęczona, dłuższy czas szła a nie biegła jak zwykle. Hehe, a co powiedzieć o mnie... Trzeba będzie chodzić tą trasą często, żeby oswoiła te zapachy.

Jedyny problem w tej chwili to kupy w domu. Miejmy nadzieję, że kiedy opanujemy problemy żołądkowe, problem minie. Naprawdę mam taką nadzieję, bo jeśli nie ... Nie próbuje sforsować zapory na schodach, nie, za to toaletę wybrała sobie w pokoju, jak najdalej od legowiska... Wprowadziliśmy ryż do karmy i leki na żołądek, mam nadzieję, że to pomoże. Je bardzo chętnie, coraz lepiej i absolutnie nie wygląda na chorą, to po prostu z pewnością zmiana karmy, wody, wszystkiego.

Joomla Template - by Joomlage.com